Sprawdź, za co naprawdę płacisz
Większość firm nie ma jak ocenić pracy, za którą co miesiąc płaci. Raport wygląda profesjonalnie, wykresy idą w górę, a sprzedaż stoi. Poniżej jedenaście sytuacji, które warto zweryfikować — każda z konkretnym sposobem sprawdzenia w kilka minut.
Co sprawdzić u wykonawcy
Kliknij dowolną sytuację, żeby zobaczyć, co oznacza i jak zweryfikować ją w kilka minut. Kropki mówią, jak poważny jest sygnał — od „warto dopytać" po „przerwij rozmowę".
„Jesteśmy w pierwszej trójce na 150 fraz" — a telefon nie dzwoni.
Pozycje są prawdziwe, tylko na frazach, których nikt nie wpisuje. Najczęściej to nazwa Waszej firmy i bardzo długie, egzotyczne wyrażenia. Raport wygląda imponująco i nie znaczy nic.
150 fraz w pierwszej trójce. Liczba jest prawdziwa i wygląda imponująco. Tak liczy raport: każda fraza waży tyle samo.
Liczby przykładowe — pokazują mechanizm, nie dane konkretnej firmy.
Weźcie z raportu dziesięć fraz i sprawdźcie ich miesięczną liczbę wyszukań w dowolnym darmowym narzędziu. Jeśli w większości wychodzi zero albo kilkanaście — raport jest ozdobą, nie miarą.
Raport pełen zielonych strzałek w górę, a sprzedaż stoi w miejscu.
Pozycja to środek, nie cel. Można poprawić setki pozycji bez żadnego wpływu na liczbę wejść, jeśli poprawa dotyczy miejsc, których nikt nie ogląda.
Raport pokazuje pierwszy kafelek. Fakturę płacisz z trzeciego. Pytanie do wykonawcy nie brzmi „czy pozycje wzrosły", tylko „ile zapytań przyniósł ten wzrost".
Liczby przykładowe — pokazują mechanizm, nie dane konkretnej firmy.
Poproście o wykres kliknięć z Google Search Console za ostatnie 12 miesięcy — nie pozycji, kliknięć. To jedno pytanie zamyka temat. Jeśli linia jest płaska, pozycje nie mają znaczenia.
Nie macie własnego dostępu do Google Search Console, analityki albo domeny.
To najpoważniejszy sygnał z całej listy — i nie chodzi o oszustwo, tylko o zakładnika. Bez tych dostępów nie zweryfikujecie żadnego raportu i nie odejdziecie bez strat. Historia danych zostaje po tamtej stronie.
Wejdźcie na Google Search Console i sprawdźcie, czy Wasz adres e-mail figuruje jako właściciel, a nie jako użytkownik z dostępem. Domena powinna być zarejestrowana na Waszą firmę — nie na agencję.
W raporcie są „linki zewnętrzne", ale nikt nie pokazuje, skąd konkretnie.
Linki bywają kupowane w miejscach, które Google traktuje jako manipulację. Ryzyko kary spada na Was, nie na wykonawcę — a skutki wychodzą zwykle po zakończeniu współpracy.
Poproście o pełną listę adresów. Wejdźcie na trzy losowe. Jeśli to serwisy bez czytelników, z tekstami o wszystkim naraz i wciśniętymi w środek linkami do przypadkowych branż — wiecie już wszystko.
Miesięcznie przybywa kilkanaście artykułów, wszystkie brzmią podobnie.
Treść produkowana masowo, bez udziału kogoś, kto zna Waszą branżę. Wypełnia serwis, nie buduje pozycji eksperta — a modele AI cytują dziś to, co wnosi coś nowego, nie to, co powtarza cudze zdania.
Wybierzcie jeden artykuł i zadajcie autorowi pytanie, na które odpowiedź wymaga doświadczenia — takie, jakie zadałby wymagający klient. Poproście też o nazwisko autora. Brak odpowiedzi na oba to odpowiedź sama w sobie.
Długi okres wypowiedzenia, a wypracowane materiały nie są nigdzie opisane jako Wasze.
Zapisy chroniące przed odejściem klienta zastępują argumenty, które powinny wynikać z efektów. Teksty i materiały bez przeniesienia praw zostają u wykonawcy.
Zajrzyjcie do umowy w dwa miejsca: okres wypowiedzenia i przeniesienie praw autorskich do treści. Jeśli drugiego zapisu w ogóle nie ma — treści, za które płacicie, formalnie nie są Wasze.
„Gwarantujemy, że ChatGPT będzie polecał Waszą firmę."
Nikt nie kontroluje odpowiedzi modelu językowego — ani wykonawca, ani sam producent modelu w pojedynczym przypadku. Odpowiedzi zmieniają się między wersjami i bywają różne dla dwóch osób pytających o to samo. Gwarancja jest z definicji niemożliwa do dotrzymania.
Zapytajcie wprost: „co się stanie, jeśli gwarancja nie zostanie dotrzymana?". Uczciwa odpowiedź brzmi: „nie mogę tego gwarantować, mogę zwiększyć prawdopodobieństwo i to zmierzyć".
„Dodamy Waszą firmę do bazy ChatGPT" albo „zaindeksujemy Was w AI".
Taki produkt nie istnieje. Nie ma żadnego formularza ani opłaty, którą można wpisać firmę do modelu językowego. Widoczność bierze się z tego, co o Was jest w sieci i czy strona jest dla modeli czytelna.
Poproście o nazwę i adres tej bazy. Nie ma czegoś takiego, więc odpowiedź albo nie przyjdzie, albo wskaże zwykły katalog firm.
„Zoptymalizujemy Was pod AI Search" — bez ani jednego zdania o tym, co będzie mierzone.
Obietnica bez miary jest nierozliczalna. Za rok usłyszycie, że „widoczność wzrosła", i nie będziecie mieli czym tego sprawdzić.
Zadajcie jedno pytanie: „co konkretnie zmierzycie i jak będzie wyglądał pierwszy raport?". Sensowna odpowiedź zawiera rzeczy policzalne — zapytania, w których firma jest wymieniana, wejścia z asystentów AI, liczba źródeł cytujących. Odpowiedź ogólnikowa oznacza brak metody.
Wykonawca używa zamiennie określeń „ChatGPT", „AI Overviews" i „wyszukiwarka AI".
To różne kanały o różnych mechanizmach. Odpowiedzi Google opierają się głównie na wynikach wyszukiwania, ChatGPT korzysta z innego indeksu, Perplexity nagradza świeże i uporządkowane treści. Kto je myli, nie planuje działań — powtarza modne słowa.
Zapytajcie: „od którego kanału zaczynamy i dlaczego akurat od niego?". Odpowiedź powinna wiązać się z Waszą branżą — inaczej wygląda plan dla sklepu, inaczej dla firmy usługowej, a jeszcze inaczej dla firmy lokalnej.
Ktoś zablokował boty AI „ze względów bezpieczeństwa" — jednym wpisem, hurtem.
To błąd, który popełniają także uczciwi wykonawcy. Boty AI dzielą się na klasy: jedne pobierają treść do uczenia modeli, inne budują indeks wyszukiwarki, a jeszcze inne wchodzą na stronę dokładnie wtedy, gdy klient o Was pyta. Zablokowanie tej ostatniej klasy wycina Was z odpowiedzi w najważniejszym momencie.
Wejdźcie na swojastrona.pl/robots.txt i sprawdźcie, czy nie ma tam blokady ustawionej hurtem na wszystkie boty AI. Jeśli jest — zapytajcie wykonawcę, które konkretnie boty zablokował i dlaczego. Bot, który wchodzi na stronę dokładnie wtedy, gdy klient o Was pyta, musi mieć wstęp.
Kiedy wykonawca ma rację
Ta sekcja jest tu celowo. Część zarzutów wobec agencji jest niesprawiedliwa, a zerwanie dobrej współpracy kosztuje więcej niż jej kontynuowanie.
Efekty przychodzą później, niż byś chciał
W konkurencyjnej branży pierwsze realne zmiany widać po trzech–sześciu miesiącach. Wykonawca, który to mówi na starcie, jest uczciwy. Ten, który obiecuje efekty w miesiąc, nie.
Spadek po zmianie algorytmu
Google zmienia zasady kilka razy w roku i potrafi to zaboleć każdego. Pytanie nie brzmi „czy spadło", tylko „czy wiadomo dlaczego i co z tym robimy".
Odmowa kupowania linków i sztuczek
To ochrona przed karą, która przyszłaby na Was. Wykonawca mówiący „nie" zarabia mniej i ryzykuje utratę zlecenia — trudno o lepszy dowód uczciwości.
Prośba o zmiany na stronie, których nie chcecie robić
Jeśli treści od miesięcy czekają na wdrożenie po Waszej stronie, brak efektów nie jest winą wykonawcy. Warto sprawdzić, ile zaległości leży u Was.
Dziesięć pytań do wykonawcy
Zaznaczaj te, na które dostałeś konkretną odpowiedź — nie te, które zadałeś. Na dole zobaczysz podsumowanie, a pytania bez odpowiedzi skopiujesz jednym kliknięciem prosto do maila. Wykonawca, który pracuje uczciwie, odpowie na wszystkie bez zwłoki: dla niego to rutyna, nie atak.
Kliknij każde pytanie, na które wykonawca dał konkretną odpowiedź. Reszta zostanie na liście do wysłania.
Nie zaczynaj od wypowiedzenia umowy. Zacznij od zadania pytań — zaskakująco często okazuje się, że problem da się naprawić bez zmiany wykonawcy. Jeśli odpowiedzi Cię nie przekonają, sprawdźmy razem, czy to naprawdę problem.
Rozmowa jest bezpłatna i nie kończy się ofertą, jeśli nie ma czym jej uzasadnić. Jeżeli po niej uznam, że Wasz obecny wykonawca robi dobrą robotę, powiem to wprost.